Piękne słowa kontra rzeczywistość

Piękne słowa kontra rzeczywistość

W szeroko rozumianej branży MLM bardzo dużo mówi się o motywacji, rozwoju, systematyczności, wytrwałości i o tym, jak to jest fantastycznie.

Mam wrażenie, a nawet pewność, że szczególnie na początku emocje, które towarzyszą osobom zaczynającym swoją przygodę, nie są tak optymistyczne, szczególnie wtedy gdy po prostu coś nie idzie w zgodzie z naszym wyobrażeniem i oczekiwaniami.

Czy zaczynając działania w network marketingu doświadczyłeś euforii, motywacji, chęci działania ale również zniechęcenia, rozczarowania, rozgoryczenia lub po prostu zawiodłeś się?

Ja tak miałam.

            Na początku była FASCYNACJA tym co nowe. Nie wiem, czy dla Ciebie priorytetem „wejścia” w branżę są lub były pieniądze. Dla mnie nie były. Ta pozycja znajdowała się nieco dalej w hierarchii wartości, a mimo to pojawiły się te mniej przyjemne emocje.

Moim motywatorem do rozpoczęcia była możliwość, a nawet ogromna możliwość nauki rzeczy, które od dawna mnie fascynowały ale sama nie miałam odwagi i wskazówki od czego zacząć aby je opanować.

Mam na myśli szkolenia z zakresu działalności MLM:

  • Jak zacząć w MLM
  • W jaki sposób pracować
  • Jak rekrutować
  • Gdzie znaleźć kontakty
  • Jak rozmawiać z ludźmi
  • Jak pracować z obiekcjami
  • Jak być skutecznym i zarabiać pieniądze a nawet konkretne pieniądze.

To, co mnie przyciągnęło magnesem, to dostęp – od podstaw – do nauki spraw technicznych i wskazówki, co robić aby rozwijać się i chcieć w ogóle to robić:

  • Jak pracować na portalach społecznościowych
  • Jak prezentować się w Social Media
  • Jak odważyć się na nagranie life
  • Jak tworzyć listy mailingowe
  • Jak prowadzić bloga i wiele innych technicznych rzeczy, które nie sposób wymienić.

Dodam, że to wszystko miałam na wyciągnięcie ręki, będąc mamą z malutkim dzieckiem i bardzo ograniczonym czasem na naukę tego, o czym dawno myślałam i za co podziwiałam innych. Tych, którzy już opanowali wyżej wspomniane umiejętności.

TO NIE JEST DLA MNIE

Uważałam, że informatycy a i owszem, jakimś sposobem to potrafią a ja najprawdopodobniej nigdy nie opanuję więcej niż umiejętność poruszania się po Facebooku.

            Wyobrażacie sobie mój zapał, w momencie, gdy otrzymałam gotowca na tacy i wsparcie, jak to wszystko zrobić!

            Każdą wolna chwilę wykorzystywałam na naukę i wdrażanie tego, co się nauczyłam.

Czy bałam się krytyki? – TAK.

Czy bałam się ośmieszenia? – TAK

Czy mimo wszystko działałam? – TAK

Dlaczego? Bo mi zależało i otrzymałam coś czego potrzebowałam.

            Po kilku tygodniach intensywnej pracy przyszedł PRZESYT.

Czym?

Nauką, może powtarzalnością pewnych rzeczy. Miałam wrażenie, że nie zajmuję się niczym innym tylko projektem, do którego wówczas przystąpiłam. Odstawiłam na bok czas dla rodziny, porządki, czasami nawet gotowanie – na poczet nauki i pracy przy projekcie

TRUDNE EMOCJE

Przyszło ZMĘCZENIE. Moje i domowników. Może wiecie z własnego doświadczenia, co potrafi zrobić zmęczenie. Ja stałam się wybuchowa, wiele rzeczy mnie drażniło. Miałam wrażenie jakby negatywne emocje z łatwością szalały po moim domu. Te emocje udzielały się wszystkim w moim otoczeniu. Dodatkowo usłyszałam od jednej z najbliższych mi osób słowa krytyki w kierunku tego, co robię.

Co czułam?

Wściekłość, rozgoryczenie, rozczarowanie.

Pierwszy raz od bardzo dawna robiłam coś dla siebie, z efektem WOW dla mnie samej a otrzymałam tak bolesny cios.

Postanowiłam, że nie ulegnę.

Mimo wszystko działałam dalej. Chociaż bez braku wsparcia było to trudne.

Nie byłam pozbawiona wsparcia w ogóle. Pomagały mi osoby, które były już długi czas w projekcie i przechodziły takie same i podobne rozterki.

            Znacie powiedzenie, że: „Nieszczęścia chodzą parami”?

To co za chwilę Wam opiszę, nie uznawałam za nieszczęście ale kolejną porażkę w swoim życiu i powrót do punktu wyjścia.  

            Raz były wzloty raz małe upadki aż przyszedł kulminacyjny tydzień. Moje uszy słyszały informacje (a przynajmniej tak im się wydawało na tamten moment), które spowodowały, że chciałam to wszystko rzucić.

Tak naprawdę był to ciąg różnych negatywnym dla mnie informacji na przełomie tygodnia, które zabierały mi nadzieję, energię, chęci i nadludzką motywację, żeby „pomimo” – działać dalej. A informacje płynęły od jedynego źródła wsparcia, które miałam. Na koniec któregoś z kolei dnia, usłyszałam dodatkowo zdanie: ”Żeby to jeszcze miało sens”.

GASŁAM a było to bliżej granicy pod tytułem: ZGASŁAM.

ROZWIAZANIE

Czy możecie sobie wyobrazić, co czuje osoba, która ma poczucie doznania zawodu i kolejnego rozczarowania? Która nie ma wsparcia, w jej mniemaniu, z żadnej możliwej strony. Chciałam się poddać, bo nie miałam sił walczyć z „wiatrakami”.

            Długo biłam się z myślami, co zrobić z tą sytuacją. Czy porozmawiać z osobą, która była „posłańcem” informacji? Rozmowa z głównym krytykiem nie wchodziła w grę, bo to jemu najbardziej chciałam udowodnić, że to co robię ma sens. Teraz wiem, że jest to zupełnie błędny tok myślenia.

Dlaczego?

Bo pomimo, że jesteś z kimś naprawdę bardzo blisko, to nigdy nikt za Ciebie życia nie przeżyje.

Zapadła decyzja. Porozmawiam z osobą, która na tamten czas była moim tematem przemyśleń i negatywnych emocji, na które sobie pozwoliłam.

Co stawiałam na szali? – w moich myślach – odcięcie się od wszystkiego, co było dla mnie bardzo wartościowe, było moim motorem napędowym.

Fakty:

STRACH MA WIELKIE OCZY i nic więcej.

 

Rozmowa pozwoliła ustalić, że wiele rzeczy zrozumiałam niewłaściwie. Sama napędzałam dopowiedzenia. Zmęczenie spowodowało, że człowiek widzi swoje życie w treści pod tytułem: „NIE”.

 

Zupełnie niepotrzebnie.

Uspokoiłam się, pozwoliłam sobie na oddech. Krótka analiza faktów, aktywność fizyczna, odłożenie telefonu, kąpiel i kilka innych aktywności pozwoliły odpocząć.

ZACZĘŁA SIĘ MAGIA

W niedługim czasie po tej rozmowie, od zupełnie innej osoby, spoza mojego projektu otrzymałam taką informację:

„…odkąd przystąpiłam do projektu byłam pełna obaw. A tak naprawdę […] wielu rzeczy nie rozumiałam. Dziś wiem, już nieco więcej. Czuję, że projekt jest trafiony, dobry i dla mnie… Ale przede wszystkim chciałam Ci powiedzieć, że czerpię z Ciebie ogromną inspirację. Jesteś niesamowitą osobowością…”

 

Ta wiadomość w tamtym czasie miała dla mnie szczególną wartość i nadal ma. Dodała mi skrzydeł. Zrozumiałam, że warto, bo to co ja przeżywam i czym się dzielę może pomoc w jakiś sposób innym osobom.

NIE MOŻNA PRZESTAWAĆ, bo nie wiesz ilu ludziom Twoje jedno zdanie może pomóc. Te Twoje zdanie, które opisuje Twoją trudność.

Kilka dni później otrzymałam fantastyczną propozycję, dzięki, której mogę się teraz z wami podzielić tym i mam nadzieję wieloma innymi tekstami.

 

Aniu i Marcinie Gurtowscy – DZIĘKUJĘ WAM !

Za możliwość, okazane wsparcie, pomoc, czas i za każdą wartość, którą od siebie dajecie dla mnie i wielu innych osób.

Dlaczego taki temat wybrałam na pierwszy artykuł?

Dziś uświadomiłam sobie, że emocje, które w sobie nosiłam nie są tylko moimi emocjami. Doświadczają ich też inne osoby, tylko tak bardzo trudno o nich mówić. Czasami są skrywane w sercu i tak samo ukradkiem nas niszczą.

 

Co Ci mogę na koniec dodać:

DZIEL SIĘ TYM CO MASZ, nie oczekuj w zamian zbyt wiele, a „życie” Cię pięknie zaskoczy i pomoże.

 

Ściskam

Monika Budzińska

Jak W 30 Dni Zarobiłam W Internecie?

Poznaj mój case study, z którego dowiesz się jak krok po kroku zarobiłam w 30 dni pierwsze pieniądze w Internecie. 

Wpisz adres email i pobierz poradnik teraz




Monika Budzińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powrót do góry